Ludowe remedy, uzdrawianie, lecznicze rośliny:
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
21 maja 2009


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Uzdrawiane

Źródłowa replika tej strony

Owoce tropiku

Korea

Hosta

Nirwana

Plaga

Ewolucja

Nieśmiertelność

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Biblia

Wolna wola

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(English here:)

Healing

Source replica of this page

Tropical fruit

Korea

Hosta

Nirvana

Plague

Evolution

Immortality

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

The Bible

Free will

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na Menu 2.)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

energia.sl.pl

members.fortunecity.com

milicz.fateback.com

propulsion.250free.com

storm.prohosting.com/craters

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

i.1asphost.com/1964

nirwana.terramail.pl

anzwers.org/free/wroclaw

chi.maroc.to

mozajski.freewebspace.com

pigs.20megsfree.com

prism.20fr.com

totalism.50megs.com

totalizm.20fr.com

bandits.netfast.org

two.xthost.info/evidence

god.43i.net

god.ez-sites.ws

gravity.my-place.us

healing.happyhost.org

gravity.my-place.us

karma.freewebpages.org

newzealand.myfreewebs.net

pigs.freehyperspace.com

parasitism.about.tc

rubik.hits.io




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na Menu 4.)


Jeśli rozglądniemy się dookoła wówczas odnotujemy, że coraz więcej ludzi zaczyna dostrzegać istnienie całego szeregu odmiennych zasad leczenia chorób. Tylko jedna z nich to owe wszystkim znane tzw. "ortodoksyjne" metody leczenia stosowane przez dzisiejszych medycznie wyedukowanych lekarzy. Inne obejmują "naturalne" sposoby przywracania zdrowia stosowane przez naszych przodków, ponadto tzw. "medycyny alternatywne", leczenie wiarą, leczenie ziołami, itp. Powodów dla tego dryftowania zainteresowania ku poza-ortodoksyjnym metodom leczenia prawdopodobnie jest aż wiele. Aby wymienić tutaj kilka, to zapewne należą do nich wzrost kosztów wizyt u lekarza i kosztów lekarstw, wzrost liczby przypadków nastawienia lekarzy raczej na zysk niż na dobro pacjentów, generalne rozczarowanie społeczeństwa do długoterminowych następstw nowoczesnych medykamentów (np. pojawienia się "super-bugs" odpornych na antybiotyki), celowo "nałogowe" ukierunkowywanie nowoczesnych lekarstw - tj. zamiast być nastawione na wyleczenie choroby nowoczesne medykamenty mają na celu zmuszenie chorych do brania owych lekarstw porzez całą resztę życia, stopniowy spadek poziomu akademickiego oraz eliminowanie nauczania etyki i moralności na uczelniach kształcących lekarzy, sztywność poglądów większości lekarzy i ich brak gotowości do badania alternatywnych metod leczenia, fakt że jeśli naturalne metody leczenia nie pomogą w danej sprawie, wówczas zwykle także i nie zaszkodzą (podczas gdy większość nowoczesnych metod leczenia zwykle posiada swoje niekorzystne następstwa uboczne), oraz wiele więcej. Wychodząc więc naprzeciw tym tendencjom, niniejszym opisuję tutaj cały szereg co ciekawszych metod naturalnego leczenia z jakimi zetknąłem się dotychczas w swoich podróżach po świecie "za chlebem". Ja osobiście nie dokonywałem badań skuteczności owych metod, nie wypowiadam się więc na temat owej skuteczności. Niemniej niniejsza strona wcale NIE jest zamierzona jako podręcznik medycyny ani jako poradnik na temat metod uzdrawiania, a jedynie jako zestaw folklorystycznych ciekawostek przeznaczonych do poczytania przez tych co się nimi interesują i zechcą się dowiedzieć na czym one polegają.


Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      


#A1. Jakie są cele tej strony:

       Na niniejszej stronie chciałbym zaprezentować naturalne metody leczenia najbardziej pospolitych dolegliwości. Metody te zaczerpnięte są w folkloru najróżniejszych narodów.


Część #B: Naturalne remedy na zatrucia pokarmowe używane przez różne narody:

      


#B1. Polewka z tapioki na biegunkę:

       Tapioca (czytaj "tapioka") wcale nie jest owocem. Jest ona rodzajem jadalnego korzenia, czyli jakby tropikalną odmianą naszego buraka czy marchwi pastewnej. Niemal jedyne co ją łączy z tropikalnymi owocami, to fakt że na targowiskach z tropikalnych krajów owa "tapioca" sprzedawana jest zwykle na tych samych straganach na których sprzedają tam owoce. Tropikalny korzeń "tapioca" ma jednak jedną zasadniczą zaletę, która zadecydowała że go tak dokładnie opisuję na niniejszej stronie. Mianowicie tapioca jest w stanie zaoszczędzić nam wielu cierpień. W sposób niemal natychmiastowy leczy ona bowiem nawet najsilniejszą biegunkę. Biegunka zaś w krajach tropikalnych jest jednym z nazacieklejszych wrogów Europejczyków. Można ją tam dostać praktycznie od wszystkiego, np. od wypicia nieprzegotowanej wody, od użycia miejscowego lodu, od nalania wypijanego napoju do szklanki umytej przez miejscowych, a nawet od zjedzenia owocu który został rozkrojony kilka godzin wcześniej (dlatego Europejczycy nie powinni jeść w tropiku owoców, które nie zostały rozkrojone w ich obecności, znaczy tuż przed zjedzeniem). W tropiku zaś mikroorganizmy które powodują biegunkę są ogromnie złośliwe. Kiedyś potrafiły one nawet uśmiercić nieostrożnego przybysza z Europy. Jeśli więc dostanie się tam biegunki, wówczas niemal wyrywa ona z nas wnętrzności. Dokumentnie też psuje nasz pobyt w tropiku. Wszakże po jej dostaniu, praktycznie całą resztę swoich wakacji, a także całą drogę powrotną w samolocie, zwykle spędza się później w toalecie. Wobec tropikalnej biegunki, europejskie nowoczesne medykamenty są też niemal zupełnie bezradne. Nie są jej w stanie wyleczyć. Ale tapioca może. Ja osobiście zawdzięczam korzeniowi tapioca wiele zaoszczędzonych cierpień, jeśli nie wiele pobytów w szpitalu, a być może nawet ocalone życie. Sporo bowiem razy podczas mich profesur w tropiku miałem paskudne zatrucia pokarmowe i okropnie silne biegunki. W jednym przypadku rozważałem już nawet napisanie testamentu. Jednak tapioca zawsze w końcu je leczyła i to w mgnieniu oka. Dlatego piszę tutaj o tym życiodajnym korzeniu. Warto bowiem aby wszyscy poznali jej życiodajne własności.
       Jeśli ja sam w tropiku dostaję biegunki, wówczas natychmiast staram się uczynić co następuje. Najpierw udaję się na najbliższe targowisko z owocami i warzywami oraz zakupuję tam sobie jeden korzeń tapioca o średniej wielkości (tj. około 1 kg). Po powrocie do miejsca zamieszkania obieram tapioca z zabrudzonej glebą skóry - tak jak normalnie czynię to z ziemniakami, kroję ją na mniejsze części - tak jak to czynię z ziemniakami przed gotowaniem, a następnie wkładam ją do garnka z wodą (też tak jak to czynię przy gotowaniu ziemniaków) oraz solę do smaku. Potem tapiokę tą gotuję w wodzie aż się rozgotuje w rodzaj płynnej, gęstej, galaretowatej zupy. (W dawnych czasach polscy kucharze ten rodzaj zupy nazywali "polewka". Po dodaniu do niej kilku przypraw i odrobiny śmietany, zupa ta może nabrac naprawdę doskonalego smaku. Oczywiście, dla wyleczenia biegunki, wcale nie trzeba jej czynić aż tak smakowitą, a wystarczy że do korzenia tapioca doda się jedynie wody i soli.) Po sprawdzeniu że "polewka" ta jest dosolona do smaku (jeśli nie, wówczas ją dodatkowo dosalam), wypijam ją jak zupę, wyjadając równocześnie nierozgotowane resztki tapioca które ostały się po ugotowaniu. (Normalnie owa polewka i nierozgotowana reszta tapioki okazują się mieć bardzo przyjemny smak - chyba że ją albo przesoliłem, albo zapomniałem posolić.) Aby skutecznie wyleczyć biegunkę potrzebuję wypić i zjeść około pół litra tej gęstej polewki z kawałkami tapioca, czyli skonsumować jej objętościowy odpowiednik dla jednego typowo jedzonego przez siebie posiłku. W krótkim czasie po tym wypiciu polewki i zjedzeniu stałej tapioki, moja biegunka zanika "jakby ktoś ją ręką odjął". Dla upewnienia się że wyleczenie jest trwałe, po kilku godzinach - kiedy ponownie zgłodnieję, powtarzam zabieg jedzenia i picia podobnej ilości polewki i kawałków tapioca.
       Oczywiście, Anglicy mają powiedzenie "prevention is better than cure" (tj. "zapobieganie jest lepsze od leczenia"). W tropiku lepiej więc zapobiegać zatruciu pokarmowemu, niż je potem leczyć. Zapobiegać zaś mu można poprzez pozostawanie bardzo ostrożnym co się tam je i pije. Przykładowo, na przekór że każdego roku spędzam swoje wakacje właśnie w tropiku, oraz że objadam się tam i zapijam miejscowymi łakociami do woli, ja osobiście nie miałem już tam zatrucia pokarmowego ani biegunki od czasu gdy przyjąłem zasadę że jem tam i piję tylko to o czym logika mi podpowiada że jest to sterylne. Znaczy: (1) jem tam tylko to co wiem że zostało zagotowane lub upieczone tuż przed podaniem mi do zjedzenia, (2) upewniam się aby jeść tylko owoce które zostały otwarte lub rozkrojone tuż przed jedzeniem - najlepiej w mojej obecności, (3) nie spożywam miejscowej zimnej wody ani lodu, (4) z lokalnie przygotowanych napoi piję tylko gorące, niedawno zagotowane napoje, napoje butelkowane lub "can'owane", lub też wodę z właśnie otwartych kokosów (o której sterylność zadbała natura - po szczegóły patrz punkt #D1 strony owoce tropiku). Owe proste zasady, połączone z pedantycznym utrzymywaniem higieny i czystości poprzez np. dokładne mycie rąk przed jedzeniem, mycie zjadanych owoców, wyparzanie czy choćby tylko wycieranie serwetką naczyń i stojadeł przed użyciem, skutecznie chronią przed zatruciem i kłopotami żołądkowymi.
* * *
       Ja od dłuższego już czasu staram się sfotografować tapioca i pokazać jej wygląd na swoich stronach internetowych. Pechowo jednak zawsze z jakichś powodów mi się to nie udaje. Dlatego tutaj tylko opiszę jej wygląd. Z wyglądu tapioca przypomina europejskiego buraka cukrowego, albo oblepioną błotem ogromną marchew pastewną. Ma ona kształt stożkowy z grubsza przypominający ogromną marchew. Rośnie wszakże pod ziemią tak jak nasza marchew lub buraki. Jest jednak od typowej marchwi znacznie większa. W najszerszym miejscu jej średnica może bowiem przekraczać 10 cm. Jej powierzchnia jest też ciemno-szara tak jak błoto. Pokryta jest bardzo chropowatą ciemno-szarą skórą i zwykle cała oblepiona cieniutkimi korzonkami oraz resztkami gleby w której rosła.
       Chińska nazwa dla tapioca brzmi "mook si", co tłumaczy się jako "kawałek drewna", albo "drewniana belka". Ponieważ tapioca rośnie w glebie jak nasze buraki, dla Chińczyków symbolizuje ona "zakopane drewno" czyli czyjąś "trumnę". Z tego powodu w okolicach ważnych świąt, takich jak np. Chiński Nowy Rok, Chińczycy nie lubią widoku "tapioka". Jej widok traktują wówczas jako "zły omen" sugerujący czyjąś śmierć. W okolicach Chińskiego Nowego Roku, Chińczycy nie sprzedają więc tapioca na swoich straganach. Ponieważ zaś są oni jedynymi którzy sprzedają tą roślinę, zaś ja ostatnio przebywam w tropiku zawsze właśnie w okolicach Chińskiego Nowego Roku, to wyjaśnia dlaczego nie jestem tu w stanie pokazać jej zdjęcia.
       Tapioca jest rośliną tropikalną. W Polsce zapewne nie można jej zakupić w stanie świeżym, aby skorzystać z jej doskonałych własności wyciszania biegunki. Na szczęście wysuszona i sproszkowana tapioca eksportowana jest z krajów tropikalnych do wielu krajów świata (np. do Nowej Zelandii). Tyle że znana jest tam pod nieco inną nazwą. Nazywa się ją tam "krochmalem z tapioki" (po angielsku "tapioca starch"). W Nowej Zelandii taką wysuszoną i sproszkowaną wersję tapioca importowaną z Tailandii zdołałem zakupić pod nazwą "Tapioca Starch" - co na język polski tłumaczy się właśnie jako "krochmal z tapioki". Uczyniłem to kiedy po powrocie z wakacji w tropiku, podczas których zdołałem uchronić się od nawet najlżejszego zatrucia pokarmowego, niespodziewanie dostałem zatrucia i paskudnej biegunki już w Nowej Zelandii po zjedzeniu czegoś w restauracji "Mac Donald". Aby więc po kilku dniach spędzonych w toalecie wyleczyć tą paskudną biegunkę właśnie za pomocą tapioca sprawdzonej już wielokrotnie w działaniu, zacząłem w sklepach nowozelandzkich desperacko poszukiwać tej życiodajnej rośliny. Znalazłem ją w formie "krochmalu z tapioki" (tj. "tapioca starch"). Natychmiast zagotowałem kilka jej łyżek rozpuszczonych w wodzie otrzymując rodzaj galaretowatej zupy, niemal identycznej do owej "polewki" którą otrzymuje się z rozgotowania świeżego korzenia tapioca - jak to wyjaśniłem nieco powyżej w poprzednich opisach. Po wypiciu około pół litra tej "polewki" ponownie biegunka zniknęła "jakby ręką odjął". Czyli ów "tapioca starch" (tj. "krochmal z tapioki") okazał się równie efektywny w leczeniu biegunek jak świeża tapioca. Warto więc wiedzieć o owej życiodajnej cesze korzeni tapioca i krochmalu tapiokowego. Może to bowiem zaoszczędzić nam wielu cierpień i kłopotów.
       Tapioka posiada cały szereg zalet nad metodami leczenia biegunki przez dzisiejszą (oficjalną) medycynę ortodoksyjną. Przykładowo, jej efekty są natychmiastowe i piorunujące. Praktycznie nie znam żadnego innego lekarstwa które leczyłoby biegunkę tak szybko i tak skutecznie jak ona. Jest lekarstwem "naturalnym", dla którego nie odnotowalem aby pozostawialo po sobie jakikolwiek efekt uboczny. (Dla porównania, np. o węglu wiadomo, że posiada cechy rakotwórcze. Jednak ów węgiel jest jednocześnie jednym z "lekarstw" które na biegunkę oferuje nam medycyna ortodoksyjna.) Tapioka wcale też nie smakuje jak lekarstwo, a jak przyjemna "polewka" którą jest w stanie tolerować nawet najwybredniejsze podniebienie.
       Po wzgędem zawartości energetycznej, "tapioca" należy do pożywienia silnie "chłodzącego" ("yin"). W dawnych czasach Chińczycy zalecali umiarkowanie w jego jedzeniu. Zalecali także, aby jego zjedzenie neutralizować zjedzeniem czegoś "rozpalającego" - szczególnie jeśli jedząca osoba jest kobietą. Jednak w dzisiejszych czasach nadmiernego objadania sie przez ludzi jadłodajniową żywnością o "rozpalającym" (yang) charakterze, to stare zalecenie wcale nie musi być już tak pedantycznie przestrzegane. Wszakże zwykle nasz organizm otrzymuje właśnie nadmiar potraw typu "yang".
       Proszę odnotować że lecznicze własności tapioka opisane są również na stronie internetowej owoce tropiku, oraz krótko wspomniane na stronie o wsi Wszewilki.

Fot. #B1a

Fot. #B1a: Przykład pojedynczego korzenia tapioka. Po chińsku korzeń ten jest nazywany "mook si", co dosłownie można tłumaczyć jako "drewniana belka" albo "kawałek drewna". Z kolei Malejowie nazywają go "ubi kayu" co dosłownie można tłumaczyć jako "drewniany ziemniak". Polewka ugotowana z owego korzenia jest dokonałym lekarstwem wstrzymującym biegunki (najlepszym z dotychczas mi znanych takich lekarstw). Zmielony i wysuszony miąsz tego korzenia stanowi doskonałą "mączkę krochmalową z tapioki", po angielsku zwaną "Tapioca Starch".

Fot. #B1b

Fot. #B1b: Przykłady całego szeregu korzeni tapioka. Takie stosy korzeni tapioka można znaleźć na targiowiskach z tropikalnych krajów, np. w Malezji.


Część #C: Naturalne remedy używane na choroby typu grypa, przeziębienie, ból gardła, katar, itp.:

       Warto odnotować, że większość naturalnych sposobów leczenia opisanych poniżej w tej części strony, opisana została także na stronie internetowej "plaga".


#C1. Nacieranie jajkiem:

       Nacieranie jajkiem, po angielsku: "rubbing eggs", jest to sposób zbijania wysokiej gorączki w dół oraz leczenia ciężkich chorób, używany w dawnych Chinach i poznany przeze mnie z folkloru staro-chińskiego. Ma on działać poprzez przejmowanie przez ugotowane jajko szkodliwej energii danej choroby. Jego zasada działania jest więc podobna do zasady działania akupunktury, tyle że każdy może go zrealizować (nawet chory sam na sobie), bowiem nie potrzeba mieć dla niego wiedzy ani ekwipunku akupunkturysty, a ponadto nie dokonuje się w nim nakłuwania które zwykle zraża ludzi do prawdziwej akupunktury. (Dlatego ten sposób leczenia możnaby nazwać "akupunkturą dla nieprzeszkolonych", albo "tarciową odmianą akupunktury".) Polega on na tym, że piersi chorego, a czasami także i jego plecy, naciera się na gołą skórę dwa razy dziennie świeżo ugotowanym na twardo, ciągle gorącym i specjalnie przygotowanym jajkiem kurzym. Aby jajko przygotować do tego zabiegu, najpierw trzeba je ugotować na twardo i natychmisat po ugotowaniu obrać ze skorupki (kiedy ciągle jest bardzo gorące - im jajko jest gorętsze podczas nacierania tym lepiej). Następnie trzeba szybko wybrać z niego żółtko (nacierania dokonuje się tylko białkiem jajka). W końcu, dla lepszego odbierania energii danej choroby, w miejsce żółtka wstawia się monetę. Chińczycy zalecają że moneta ta ma być srebrna albo miedziana, bowiem te metale najlepiej oddziaływują z energią choroby. Aby jajko się nie rozpadło podczas owego nacierania, owija się je w pojedynczą warstwę cienkiej tkaniny z naturalnego włókna, np. w pieluchę, cienką chustkę do nosa, lub w cienką gazę. Wszystkie te czynności należy wykonywać tak szybko jak się da, aby jajko jak najmniej ostygło. Następnie trzymając za ów materiał w jaki jajko jest zawinięte, naciera się jajkiem piersi chorego. Nacieranie to się kontynuuje aż do momentu kiedy jajko ostygnie. Co mnie w owej metodzie szokuje najbardziej, to że przejmowana energia choroby powoduje w jajku użytym do nacierania trwałe zmiany strukturalne. Przykładowo energia choroby przejęta przez owo jajko od zwykłej gorączki, powoduje że nowa miedziana moneta może całkowicie zostać skorodowana. Z kolei energia groźnej choroby przejęta przez to jajko np. od tyfusu (duru brzusznego) powoduje, że w jajku tym pojawiają się włókna podobne do ptasiego puchu (w przypadku tyfusu owe zmaterializowane w jajku włókna są czarne, inne zaś choroby generują białe włókna).
       Najbardziej niezwykłe w nacieraniu jajkiem jest, że posiada ono wpisany w siebie wskaźnik ujawniający, czy metoda ta jest pomocna na daną dolegliwość. Mianowicie po pierwszym nacieraniu dla danej choroby przeglądamy zawartość jajka. Jeśli w białku znajdziemy jakiś rodzaj puchu, oznacza to że metoda ta leczy którąś z chorób jakie właśnie buszują w naszym ciele i dlatego nacieranie to powinniśmy kontynuować. (Każdy zaś z nas wie jak ugotowane jajko powinno wyglądać, bez trudu odkryje więc w nim puch - jeśli ten tam istnieje.) Jeśli zaś białko po nacieraniu nie zawiera żadnego puchu, wówczas to oznacza że jajko nie przejmuje szkodliwej energii choroby na jaką chcieliśmy go użyć i dlatego nie ma sensu nacierania tego kontynuować dalej dla danej choroby.


#C2. Natarcie i okład z mąki:

       Natarcie i okład z mąki jest również bardzo starym sposobem Chińskim dla eliminowania gorączki i choroby. Polega on na tym, że garść specjalnej mąki zawija się w cienką tkaninę - podobnie jak to czyni się z ugotowanym jajkiem w opisanym powyżej (3a) nacieraniu jajkiem (tyle że mąki się NIE podgrzewa). Następnie owym zawiniątkiem z mąką naciera się gołą pierś gorączkującej osoby. Po natarciu piersi, zawiniątko z ową mąką pozostawia się na środku piersi aby leżało tam przez około 15 minut. Podobnie też jak przy nacieraniu jajkiem, owa mąka absorbuje do siebie szkodliwą energię choroby. W następstwie tego przejęcia energii choroby, w mące pojawia się jakby delikatny puch ptasi - przy niektórych chorobach (np. tyfusie) czarnego koloru (dla normalnej gorączki puch ten jest biały). Zauważ, że obecność lub brak owego puchu, podobnie jak przy nacieraniu jajkiem, też jest tutaj wskaźnikiem czy ta metoda leczenia jest pomocna na daną chorobę. Najskuteczniejsza dla tego zabiegu jest specjalnie w tym celu spreparowana mąka zakupiona w sklapach z tradycyjnymi remedami chińskiej medycyny ludowej (sklepy takie istnieją tylko w krajach o dużej proporcji Chińczyków, np. Chinach, Hong Kongu, Singapore, czy Malezji). Niemniej z jej braku użyć można mąki z tapioca, dokładniej opisanej na stronie internetowej owoce tropiku, oraz krótko wspomnianej również na stronie o wsi Wszewilki.


#C3. Kompot z cebuli:

       Kompot z cebuli jest to staropolski sposób uzdrawiania stosowany w przypadku niektórych chorób, np. kataru. W sposobie tym gotuje się kompot z cebuli. Znaczy kilka cebul pokrojonych na plasterki gotuje się w ponad litrze wody aż cebula staje się miękka. W końcowym etapie gotowania dodaje się cukru do smaku - tak aby ugotowana cebula i woda smakowały jak kompot. Ten przyjemny w smaku kompot zjada się w dużych ilościach - ok. 1 litra przez jednego chorego, kiedy ciagle jeszcze jest gorący. Następnie chorego zawija się w pościel "aby się wypocił". W dawnej Polsce wierzono, że "choroba wychodzi z chorego wraz z potem". (Chińczycy by to wyrazili, że szkodliwa energia choroby usuwana jest z organizmu wraz z potem.)


#C4. Sauna:

       Medycyna ludowa niektórych krajów, np. Finlandii, zaleca gorącą saunę w chwili kiedy zaczyna nas brać choroba. Gorąca sauna powoduje bowiem u nas wypocenie się. Z kolei z potem wychodzi z nas również i choroba. Ja muszę się przyznać, że raz w życiu skorzystałem z tego sposobu kiedy właśnie ostro brała mnie grypa. (Przy fabryce zapałek w Bystrzycy istniała kiedyś tzw. "sucha sauna" - tj. sauna która dla spowodowania pocenia się używa bardzo gorącego powietrza, a nie pary wodnej.) Po około godzinie spędzonej w owej saunie moja grypa zniknęła "jakby ręką ujął". Niestety, w przypadku plagi byłoby trudno skorzystać z sauny, chyba że mamy prywatną saunę w swoim domu. Niemniej 'komput z cebuli" opisany powyżej w #C3 powoduje niemal ten sam skutek co sauna - tj. indukuje on wypocenie się w naszym własnym łóżku.


#C5. Stawianie baniek:

       Jest to również bardzo stary sposób pozbywania się choroby stosowany w medycynie ludowej całego szeregu krajów, w tym Polski i Chin. Przez nazwę "bańka" rozumie się w nim dowolny hermetyczny przedmiot ukształtowany jak szklanka. W wielu przypadkach do roli owej używa się właśnie szklanek, chociaż widziałem również jak używane były w tym celu stare (puste) "cans" po piwie (tj. metalowe puszki w których wielu producentów piwa i innych napojów rozprowadza obecnie owe napoje). W dawnych czasach istniały również fabrycznie wykonane bańki. Miały one kształt jakby szklanek z zaokrąglonymi dniami (dla łatwiejszego mycia) oraz specjalnie poszerzonymi płaskimi obrzeżami. Owo szerokie płaskie obrzeże zapobiegało przed ich zbyt silnym "wpijaniem" się w skórę, co powodowałoby niepotrzebny ból.
       Aby "postawić bańkę" najpierw zwilżało się wodą jej obrzeże. Potem patyk z nawiniętym na niego kłębkiem waty maczało się w denaturacie i następnie podpalało. Takim zaś palącym się wacikiem (który niemal ociekał denaturatem) obcierało się naokoło wnętrze bańki. Następnie bańkę tą przykładało się do skóry pacjenta jego obrzeżem i podtrzymywało ręką aż sama zassała się ona do skóry. Zawarte w bańce gorące powietrze szybko ostygało, zmniejszając swoją objętość. To zaś powodowało przyssanie się bańki do skóry i wysysanie przez nią naróżniejszych fluidów z chorego ciała.
       Zasada na jakiej owe bańki uzdrawiały, tłumaczona jest dawnym twierdzeniem, że każda choroba to rodzaj szkodliwej energii który opanowuje ciało chorego. Energię tą można więc wyssać siłą z chorego ciała, m.in. poprzez przystawienie baniek. W przeważającej większości przypadków bańki stawia się na plecach chorego niezależnie od umiejscowienia choroby. Jednak eksperci w tej sprawie mają swoje obszary stawiania baniek które posiadają związek z rodzajem choroby jaka jest leczona (tj. używają oni baniek jako rodzaju bezigłowej akupunktury).


#C6. Skrobanie porcelanową łyżką:

       Jest to staro-chiński sposób na zbijanie w dół wysokiej temperatury. Z jego opisu jasno wynika, że NIE nadaje się on dla dziejszych ludzi i to wcale nie ponieważ np. "panadol" jest efektywniejszy, a ponieważ owo "skrobabie porcelanową łyżką" zdaje się być tylko dla masochistów i sadystów. Opisuję go tutaj wyłącznie jako ciekawostkę, jednocześnie zaś upominam aby w żadnym wypadku przypadkiem go NIE próbować, bowiem nasze dzisiejsze ciała nie są już dla niego odpowiednie. Generalnie polegało ono na tym, że w dawnych czasach plecy gorączkującej osoby najpierw nacierało się grubą warstwą oleju aby nadać im wymaganej śliskości. (Zwykle używało się do tego celu jakiegoś pachnącego olejku, np. eukaliptusowego, aby przy okazji namaścić skórę przyjemnym zapachem. Jednak sama zasada działania tego skrobania działała również nawet jeśli użyty został do tego najzwyklejszy olej jadalny.) Następnie plecy te skrobało się albo zaokrągloną krawędzią porcelanowej łyżki (jest to specjalna łyżka przez Chińczyków używana do jedzenia zupy i płynów), albo też zaokrąglonym obrzeżem porcelanowej szklanki. Skrobania przy tym dokonywano długimi równoległymi pociągnięciami przez plecy zawsze poczynając od góry pleców w kierunku ku dołowi (tj. nigdy na boki ani pod górę pleców). Skrobania dokonywano przez tak długo aż całe plecy były zaczerwienione (tj. aż wyglądały niemal jak po postawieniu "baniek" opisanych w poprzednim punkcie). Skrobana w ten sposób osoba w końcowym stadium doznawała dosyć sporego bólu.
       Zasada działania tej metody jest podobna do zasady działania "baniek" opisanych powyżej. Tyle że zamiast usuwać z ciała energię choroby poprzez jej wysysanie bańkami, przy owym skrobaniu tą szkodliwą energię usuwa się poprzez jej wyskrobywanie. Dodatkowym efektem jaki skrobanie to powodowało, było dostarczanie choremu dokładnego masarzu pleców. Czyli działało ono jak rodzaj "aku-pressury", tyle że skierowanej na plecy chorego, a nie na stopy.


Część #D: Naturalne remedy na uciszanie najróżniejszego rodzaju bóli:

      


#D1. Indyjski "tumeric" używany do eliminowania bólu mięśni:

       Niemal wszyscy znamy to doskonale. Jednego dnia biegamy po turystycznych atrakcjach nowego kraju, aż nasze nawykłe jedynie do siedzenia w fotelu mięśnie odmówią nam posłuszeństwa. Drugiego zaś dnia nie możemy się ruszyć, zaś każdemu naszemu poruszeniu towarzyszy okropny ból mięśni.
       Na szczęście w krajach tropikalnych istnieje doskonała remedy na ów przesileniowy ból mięśni. Przyjmuje on formę sproszkowanej przyprawy szeroko używanej w Indiach (choć można ją kupić praktycznie w każdym kraju tropikalnym ze strefy Pacyfiku). Przyprawa ta nazywa się "tumeric". Należy ona do tej samej rodziny co "ginger" ("ginger" to angielskojęzyczna nazwa dla przyprawy po polsku zwanej "imbir"). Jeśli bolą nas mięśnie, wówczas stary Indyjski przepis ludowy nakazuje, aby około pół łyżeczki owego sproszkowanego "tumeric" rozpuścić w szklance mleka, poczym wypić. W jakiś czas potem ból minie jak ręką odjął. Wprawdzie ci którzy osobiście próbowali tego lekarstwa stwierdzali że nie bardzo wiedzą co jest gorsze, ból mięśni, czy owo lekarstwo, jednak podobno gwarantuje ono szybką poprawę (ja osobiście jeszcze go nie próbowałem). Jak bowiem ci próbujący stwierdzają, owo lekarstwo (tj. pół łyżeczki sproszkowanego "tumeric" rozpuszczone w szklance mleka) podobno smakuje okropnie i konieczne jest istne bohaterstwo aby zmusić się do jego wypicia.
       Wtajemniczeni twierdzą, że owo lekarstwo podobno jest doskonałe również na wszelkie inne rodzaje bóli, np. na bóle reumatyczne.


#D2. Płukanie gardła stężonym roztworem soli dla wyeliminowania bólu gardła:

       W dawnych czasach ludzie rzadko chodzili do lekarza. Dlatego na wszelkie typowe choroby używali domowych lekarstw. Jednym z nich było płukanie gardła stężonym roztworem soli. Roztwór taki przygotowywało się poprzez rozpuszczenie czubatej łyżki stołowej soli kuchennej w około połowie szklanki gotującej się wody. O tym, że jest on wystarczająco stężony, świadczyło że po rozpuszczeniu owej ilości soli woda robiła się jakby gęstrza, zaś szklanka wydawała głuchy dźwięk kiedy mieszająca tą sól łyżka opukiwała jej ścianki. Po rozpuszczeniu soli w szklance gotującej się wody, należało odczekać aż woda ta ostygnie na tyle aby już dawała się wziąść do ust bez powodowania poparzenia, jednak ciągle była gorąca. Poczym płukało się nią gardło. Płukanie to polegało na braniu do ust kolejnego łyka owego roztworu, przechylaniu ust do góry tak aby roztwór spłynął do gardła, oraz równoczesnym wydawaniu dźwięków typu "gargling". Ja osobiście znalazłem tą metodę eliminowania bólu gardła za znacznie efektywniejszą i szybszą w działaniu od wszelkich środków do płukania gardła przepisywanych przez dzisiejszą medycynę ortodoksyjną.


Część #E: Folklorystyczne metody zapobiegania chorobom:

      


#E1. Unikanie przeziębienia kiedy dopadnie nas deszcz (tj. bio-akupunktura):

       Akupunktura może być realizowana nie tylko za pomocą metalowych igieł, ale także za pomocą jakichkolwiek obiektów, które mają własności intesyfikujące przepływ energii, np. które mogą dostarczać impulsów energii jakie stymulują nasze meridiany, lub które odpompowują tą energię poprawiając jej przepływ. Dla przykładu, w Malezji istnieje ludowe wierzenie, jakie faktycznie działa w praktyce (próbowałem je), a jakie stwierdza, że jeśli ktoś złapany zostaje w deszczu i życzy sobie uniknięcia zachorowania od tego powodu, powinien urwać najbliższe źdźbło świeżej trawy i zatknąć to źdźbło za jedno ze swoich uszu. Chociaż owo ludowe wierzenie nie wyjaśnia jak to źdźbło działa, łatwo jest wydedukować, że po umieszczeniu za uchem źdźbło to emituje swoją własną energię życiową, jaka oddziaływuje z energią życiową wydostającą się z punktów akupunkturowych za naszym uchem. Ponieważ każde ucho zawiera punkty akupunkturowe dla niemal wszystkich istotnych organów w ludzkim ciele, owo oddziaływanie energii ze źdźbła trawy wystarcza dla zapobiegnięcia jakiejkolwiek chorobie mogącej stanowić wynik danego deszczu.
       Inne wierzenie jakie posiada związek z akupunkturą, wywodzi się z folkloru Polski. Stwierdza ono, że to pierwsze krople każdego nowego deszczu, jakie spadają aż do chwili, kiedy ziemia jest całkowicie mokra, czynią ludzi chorymi. Dlatego, zgodnie z tym folklorem, możliwe jest zostanie przemoczonym deszczem do nitki i ciągłe pozostanie zdrowym, tak długo jak zdołamy uniknąć kropel które spadają, kiedy ziemia jest ciągle niekompletnie mokra. Aby wyjaśnić jak to wierzenie działa, musimy pamiętać że pierwsze krople deszczu jakie spadają, kiedy gleba ciągle jest sucha, niezależnie od uczynienia gleby mokrą zmywają także sobą wszelkie nieczystości zawarte w powietrzu. Dlatego krople tego pierwszego deszczu są wysoko naładowane jonami zanieczyszczeń jakie normalnie zawieszone są w powietrzu. Kiedy ów deszcz spada na naszą skórę, energia z jonów zanieczyszczeń blokuje przepływ energii życiowej przez naszą skórę, powodując chorobę. Stąd takie pierwsze krople deszczu działają jak rodzaj antyakupunktury, która blokuje nasze meridiany energetyczne.
       Jeszcze inny sposób zapobiegania choroby kiedy ludzie złapani zostali przez deszcz, stosowany był przez wojsko polskie w czasach mojej młodości. W owych czasach, każdemu żołnierzowi z oddziału wojska który podczas marszu został złapany przez deszcz, natychmiast po powrocie do koszar dawano do wypicia kubek gorącej (gotującej się) kawy zbożowej.
       Więcej informacji na temat zasady na jakiej działają opisane tutaj metody akupunkturowego zapobiegania choroby spowodowanej zostaniem złapanym przez pierwsze krople deszczu, zaprezentowanych zostało w podrozdziałach I5.6 oraz I5.5 z tomu 5 monografii [1/4]. Z kolei sama zasada działania akupunktury wyjaśniona została na odrędnej stronie internetowej o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.


Część #F: Niezwykłe rośliny i substancje oraz ich lecznicze cechy:

      


#F1. Kurara z tropikalnego drzewa Ipoh:

       Prawdopodobnie NIE istnieje inna roślina która miałaby równie silny wpływ na życie oraz na wyobraźnię ludzi, jak owo tropikalne drzewo które produkuje piorunującą truciznę zwaną kurara. Trucizna ta bowiem działa piorunująco na ofiary które zostały choćby zadraśnięte czymś co ją przenosi, jednocześnie zaś mięso zwierząt rażonych tą trucizną może być jedzone bez przeszkód i nikomu NIE szkodzi. Więcej na temat "kurary" wyjaśnione zostało w punkcie #D3 totaliztycznej strony fruit_pl.htm - o owocach tropiku ze strefy Pacyfiku i o filozofii ich jedzenia.
       Aczkolwiek "kurara" typowo uważana jest za truciznę, a NIE za lekarstwo, istnieje aż kilka powodów dla których umieściłem o niej informację na niniejszej stronie poświęconej ludowemu leczeniu i lekarstwom. Pierwszy z tych powodów to że czysta forma kurary faktycznie używana jest czasami w anaestezji (znieczulanie do operacji) dla odprężania mięśni - w małych dozach jest więc lekarstwem. Ponadto jeśli głód i brak jedzenia uważać za rodzaj dolegliwości, zaś upolowanie jakiegoś stworzenia i najedzenie się do syta - za wyleczenie owej delegliwości, wówczas kurara też jest rodzajem lekarstwa. Używana jest ona bowiem głównie przez myśliwych z dżungli dla powiększenia efektywności ich polowań. Kurara jest też rodzajem narkotyku dla upolowanego zwierzęcia. Paraliżuje ona bowiem m.in. mózg owego zwierzęcia, tak że zwierzę nie czuje potem bólu kiedy myśliwy podrzyna mu gardło. Nadaje więc ona polowaniom bardziej humanitarny charakter, zaoszczędzając cierpień upolowanemu zwierzęciu.
       Kurara wytwarzana jest z soku tropikalnego drzewa zwanego "Ipoh" - pokazanego na "Fot. #F1" poniżej. Sok ten jest gromadzony poprzez nacinanie kory na pniu tego drzewa. Następnie jest on mieszany z jeszcze dwoma innymi składnikami które stabilizują jego gęstość i podwyższają jego żywotność, przykładowo z włoskami owocnika palmy zwanej "Betram Palm". W końcu kurarą tą nasycane są miniaturowe strzałki wystrzeliwane do ofiar z dmuchawek.

Fot. #F1a Fot. #F1b
Fot. #F1c
Fot. #F1d
(a)
(b)

(c)
(d)

Fot. #F1abc: Fotografie które ilustrują najważnieszcze szczegóły wyglądu słynnego drzewa Ipoh. To właśnie z soku takiego drzewa Ipoh produkowana jest piorunująca trucizna "kurara". Drzewo to wcale jednak nie jest takie popularne w tropikalnych dżunglach. Aby je znaleźć trzeba dosyć sporo poszukiwań i wysiłku. Powyższy jego egzemplarz znalazłem i sfotografowałem w rodzaju dobrze utrzymanego parku który zapewniał doskonała widoczność, a stąd i dobre warunki do fotografowania. Park ten znajduje się w "Forest Research Institute Malaysia (FRIM)", 52109 Kepong, Selangor Darul Ehsan, Malaysia; frim.gov.my. (Kliknij na daną fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.)
       Fot. #F1a (lewa): Ja, czyli dr inż. Jan Pająk, przy pniu tropikalnego drzewa Ipoh. Fotografia wykonana w dniu 12 sierpnia 2008 roku. Jak widać drzewo to jest ogromnych rozmiarów i wygląda typowo - tj. niemal jak każde inne tropikalne drzewo. Aby wyprodukować kurarę, krajowcy nacinali korę na takim właśnie pniu, poczym zbierali trujący sok jak wypływał spod kory. Tuż nad moim prawym uchem widać tabliczkę inwentarzową z opisem tego drzewa, której zbliżenie pokazuje fotografia z części (b) tej ilustracji. Odnotuj także czystość, zadbanie i dobrą widoczność parku w którym powyżej pokazane drzewo rośnie. Tylko dzięki owej dobrej widoczności było możliwe sfotografowanie tego drzewa. Typowa tropikalna dżungla wcale bowiem tak nie wygląda. Dżungla normalnie jest tak gęsta że drzewa zaczynają w niej być widoczne dopiero kiedy można je już dotknąć ręką - czyli kiedy ktoś do nich się zbliży na odległość mniejszą od jednego metra. Oczywiście, w takiej naturalnej dżungli NIE ma mowy o sfotografowaniu i pokazaniu wszystkich szczegółów owego drzewa, np. jego korony, tak jak tego dokonują powyższe fotografie.
       Fot. #F1b (środek-góra): Zbliżenie pnia tego drzewa pokazujące wygląd jego kory a także wygląd tabliczki inwentarzowej z napisem identyfikującym owo drzewo, przybitej do jego pnia. Napis ten stwierdza, cytuję:
URTICACEAE
ANTIARIS TOXICARIA LESCIA
IPOH
MALAY PENINSULAR, MALAY ISLANDS
INDIA, CEYLON
Pod ową tabliczkę wsunąłem liść drzewa Ipoh. Następna tabliczka zawiera numer inwentarzowy drzewa: E1 441.
       Fot. #F1c (środek-dół): Wygląd liścia drzewa Ipoh. Dla sfotografowania liść ten położyłem na długim korzeniu owego drzewa.
       Fot. #F1d (prawa): Wygląd korony drzewa Ipoh, sfotografowany z ziemi.


#F2. Korzeń "żeń szeń":

       Kolejną rośliną szeroko znaną z jej niezwykłych cech jest korzeń zwany "żeń szeń". Już jego wygląd zapowiada nadprzyrodzone własności. Często bowiem korzeń ten przyjmuje kształt człowieka - znaczy ma głowę, tułów, ręce, nogi - tak jak człowiek. Najwyraźniej już sam wygląd owego korzenia został celowo tak zaprojektowany przez Boga aby zwrócić uwagę ludzi na jego niezwykłe cechy lecznicze. Zdolności lecznicze tego korzenia są tak szerokie, że są one bliskie hipotetycznemu lekarstwu jakie od tysiącleci stanowi marzenie ludzkości, a jakie najczęściej nazywamy "lekarstwem na wszystko". Zdjęcie i dalsze informacje na temat owego niezwykłego korzenia zawiera punkt #G2 na totaliztycznej stronie korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej, postępowej Korei.


#F2.1. Energetyzujący rosół z kurczaka i korzenia "żeń szeń":

       Korzeń "żeń-szeń" zażywany jest leczniczo na setki sposobów. Poniżej przytoczę przepis na jeden z tych sposobów który jest łatwy do przygotowania oraz zarówno przyjemny jak i krzepiący. Przyjmuje on formę smakowitego rosołu z kurczaka i korzenia "żeń-szeń". Rosół ten działa wzmacniająco i energetyzująco jeśli się go pije kiedy ciągle jest gorący. Używany jest on szeroko jako środek silnie wzmacniający i energetyzujący wśród Chińczyków z Prowincji Sarawak na tropikalnej wyspie Borneo. Oto przepis na ten smakowity rosół:

Składniki:
       - 1 kurczak (mała kura),
       - wysuszony żeń-szeń (około 50 gram),
       - 2 szklanki (lub więcej) gorącej wody.

Przyrządzenie:
       Zamocz żen-szeń przez jedną godzinę w ciepłej wodzie. Obierz kurczaka ze skóry. Warunkowo (jeśli zechcesz) potnij kurczaka na małe kawałki o wielkości na jedno ugryzienie każdy. W przeciwnym przypadku gotuj kurczaka w całości. Umieść kurczaka w elektrycznym wolno-gotującym naczyniu (po angielsku w tzw. "slow cooker"). Wlej co najmniej 2 szklanki gorącej wody wody do tego naczynia (tj. tyle wody ile rosołu zamierza się wypić w jednym zażyciu). Wrzuć żeń-szeń do środka, Gotuj wolno przez 6 godzin. Przez pierwsze 0.5 godziny nastaw wolno-gotujące naczynie na "wolno" (po angielsku "slow"), resztę zaś czasu na "automatycznie" (po angielsku "auto"). Nie dodaje się soli, ani NIE wolno dodawać soli.

Zażywanie:
       Wypijać rosół kiedy ciągle gorący. Z żeń-szeniem nie wolno stosować (mieszać) żadnego innego pożywienia które zwielokratnia naszą energię.
       Po pierwszym zażyciu do pozostałości dodaj jeszcze raz wody i gotuj ponownie po raz drugi. To drugie gotowanie ponownie rewitalizuje rosół - tak jak jego pierwsze gotowanie.


#F3. Energetyzująca zupa z gniazd jaskółczych:

       W niektórych krajach południowo-wschodniej Azji żyje odmiana jaskółek jakich ślina ma silne własności energetyzujące i wzmacniające. Ślina ta zaś zawarta jest w gniazdach owych jaskółek. Dlatego w tamtych krajach gniazda jaskółcze są zbierane, zaś po wymyciu z nich błota są one sprzedawane jako dosyć kosztowny rodzaj przysmaku i potrawy wzmacniającej. W wymytej z błota formie wyglądają one jak rodzaj gęstej siatki wykonanej z białego plastyku i ukształtowanej w formę gniazda. Ich działanie jako potrawy jest dosyć podobne do działania rosołu z korzenia "żeń-szeń" opisanego powyżej w punkcie #F2.1. Oto przepis na tą smakowitą i kosztowną zupę z gniazd jaskółczych (przepis ten również wywodzi się od Chińczyków zamieszkujących Prowincję Sarawak na tropikalnej wyspie Borneo):

Składniki:
       - 1 gniazdo jaskółcze,
       - 1 kawałek/kryształ chińskiego białego cukru (około 9 cm sześciennych),
       - 2 szklanki (lub więcej) gorącej wody.

Przyrządzanie:
       Wlać gotującą się wodę do elektrycznego wolno-gotującego naczynia (po angielsku zwanego "slow cooker"). Włożyć gniazdo jaskółcze. Wolno gotować przez 4 godziny. Wyłączyć wolno-gotujące naczynie. Dodać cukier.

Zażywanie:
       Wypijać zupę w dowolny sposób na jaki nam smakuje.


#F4. Rośliny zapobiegające niechcianym ciążom:

       W dawnych czasach ludzie też umieli zapobiegać niechcianym ciążom. Wiedza ludowa praktycznie każdego kraju, w tym Polski, zna miejscowe zioła i sposoby na uniknięcie ciąży. Jeden z tych sposobów opisałem w punkcie #E1 odmiennej strony internetowej fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach strefy Pacyfiku i o filozofii ich spożywania. O innym sposobie zapobiegania ciąży stosowanym kiedyś przez Maoryski z Nowej Zelandii można sobie poczytać w artykule "Grant to research birth-control plant" (tj. "Pieniądze na badania rośliny do kontroli narodzin") ze strony A3 gazety The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), February 26, 2009. Artykuł ten opisuje roślinę zwaną "poroporo plant" (solanum aviculare) która jest rodzima dla Nowej Zelandii, Australii i Nowej Gwinei. Liście tej rośliny są gotowane zaś woda po ich ugotowaniu jest pita na jakiś tydzień przed menstruacją. Działa ona jako kontraceptyw - znaczy na krótki okres czasu czyni kobietę bezpłodną. Woda ta również leczy problemy ze skórą (np. enzymę czy świerzb) oraz eliminuje wszelkie bóle.


#F5. Leczenie cukrzycy?

       W poniedziałek dnia 11 maja 2009 roku, na kanale 3 telewizji nowozelandzkiej, w godzinach 19:30 do 20:30, nadany był kolejny odcinek cotygodniowego programu o nazwie "60 Minutes". Ciekawostką tego odcinka było, że prezentował on m.in. napój o którym jego użytkownicy twierdzili że daje im on ulgę w cukrzycy oraz zmniejsza zapotrzebowanie na zastrzyki insuliny. Napój ten narazie NIE był jednak formalnie przebadany. Stąd jego własności lecznicze ciągle mają wartość plotki czy subiektywnej opinii indywidulanych użytkowników - a nie obiektywnie potwierdzonego faktu. W sensie składu, napój ten stanowi wywar z liści rodzimego dla Nowej Zelandii drzewka o nazwie kawakawa. Owa "kawakawa" jest lokalnym krewniakiem "drzewka pieprzu" - chociaż z niezrozumiałych dla mnie powodów mi ona przypomina miniaturkę polskiej "olszyny". Wywar z "kawakawa" jest dodatkowo posłodzony aktywnym miodem z innego leczniczego krzewu Nowej Zelandii nazywanego "manuka". (Sam czysty wywar z liści "kawakawa" jest podobno tak gorzki, że nie daje się go przełknąć.)
       W tym miejscu powinienem dodać, że podobne subiektywne opinie (niepotwierdzone przez żadne oficjalne badania) o rzekomej zdolności do leczenia cukrzycy słyszałem też w Korei na temat "poczwarek jedwabnika". Ludowe opinie Koreańczyków o rzekomych leczących cukrzycę zdolnościach "poczwarek jedwabnika", razem ze zdjęciem tych poczwarek, przytoczyłem w punkcie #B3 strony internetowej korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej i postępowej Korei.


Część #G: Medykamenty przyszłości, czyli jak "pogoń za zyskiem kosztem ludzkiego dobra" zaistniała w farmacji nakłania aby "wehikuły czasu" stały się "lekarstwem na wszystko":

      

#G1. Zdefiniujmy sobie pojęcie "lekarstwo na wszystko":

       Zaraz po drugiej wojnie światowej, czyli w latach 1950-tych, ludzkość dokonała ogromnych postępów w swej wojnie z chorobami. To wówczas opracowane zostały najważniejsze antybiotyki oraz szeroko upowszechniono szczepienia ochronne. Na całym świecie odwieczne choroby ludzi nagle zaczęły zanikać. Ludzi ogarnęła wiara w nieorganiczone możliwości medycyny. Cały szereg badaczy podjął też wówczas pierwsze praktyczne prace nad "kuraminą", znaczy nad hipotetycznym lekarstwem które samo jedno miało leczyć wszystkie choroby. W powszechnym języku codziennym owo hipotetyczne lekarstwo leczące wszystkie choroby typowo jest nazywane "lekarstwem na wszystko".
       Wieści o pracach nad wynalezieniem "kuraminy" oczywiście przeniknęły także i do folkloru. Ja ciągle pamiętam do dzisiaj fragmenty długiego na kilka stron żartobliwego poematu o tytule "Kuramina", upowszechnianego anonimowo w latach 1950-tych, który zabawnie ilustrował jak będzie wyglądało życie kiedy "kuramina" stanie się faktem. Ludzie wówczas recytowali sobie nawzajem z pamięci fragmenty tego zabawnego poematu, jako rodzaj "poradnika" podpowiadającego innym co mają czynić kiedy zaczynają narzekać z powodu jakichs kłopotów zdrowotnych. Przykładowo, w przypadku gdy ktoś narzekał że bolą go zęby, następujący fragment poematu "kuramina" był mu przez kogoś recytowany aby "chłopską logiką" mu podpowiedzieć co ma uczynić: "...
Jeśli bolą was zęby
i nie możecie nic włożyć do gęby,
wówczas trzy krople kuraminy na watę polejecie,
do zęba wetkniecie,
zęba wyrwać dacie
i z nim wieczny spokój macie. ..."
(Gdyby któryś z czytelników miał gdzieś zapisany ów zabawny poemat ludowy "Kuramina", lub ciągle pamiętał jego fragmenty, wtedy bardzo prosiłbym o dosłanie mi tego co dało się z niego zachować do dzisiaj. (Mój adres jest wskazany w punkcie #H5 poniżej.) Chętnie opublikuję go tu w całości. Poemat ten wykazywał bowiem unikalne cechy które były wysoce charakterystyczne dla Polski zaraz po wojnie, pozwalając Polakom przetrwać tamte ciężkie czasy. Iskrzył się bowiem humorem, będąc zarówno zabawny jak i wysoce zaradny, życiowy i racjonalny - zgodnie z tzw. "chłopskim rozumem". Dotychczas otrzymałem już jedną całą wersję tego poematu, pochodzącą ze Śląska. Zawiera ona nawet przepis jak sporządzić kuraminę. Ci czytelnicy którzy NIE mają blokady dla JavaScript mogą go sobie poczytać jeśli klikną na następujący guzik:
Pamiętam jednak że w latach 1950-tych po Polsce krążyły również inne wersje tego zabawnego wiersza ludowego. Jeśli więc ktoś zna jakieś inne jego wersje, lub choćby pojedyncze zwrotki czy fragmenty innych wersji, wówczas też proszę i ich dosłanie.)
       Na przekór że folklor żartował sobie z "lekarstwa na wszystko", faktycznie idei znalezienia takiego medykamentu zaraz po drugiej wojnie światowej poświęcali swe życie liczni badacze. Niestety, już wkrótce pojawiły się "wyższe powody" dla których owe poszukiwania musiały zostać zarzucone.


#G2. Koniec "lekarstw które faktycznie leczą" w epoce "przekładania dochodu ponad wyleczeniem":

Motto: "Jest czystą głupotą cierpieć z powodu łakomstwa i prywaty innych."

       Przez pechowy zbieg okoliczności, równocześnie z rozwojem medykamentów rosły też dochody i wpływy karteli farmaceutycznych. Kartele te wkrótce też odkryły, że lekarstwa które efektywnie i do końca leczą choroby, zamiast być źródłem dochodów dla owych karteli, stają się powodem utraconych możliwości zwiększania zarobków. Wszakże każdy całkowicie uleczony człowiek zaprzestaje kupowania lekarstw. Wkróce też decydenci owych karteli zmienili zasady swojego postępowania. Przykładowo, coraz usilniej ograniczali finansowanie badań nad lekarstwami które całkowicie leczą chorych, oraz rozpoczęli stopniowe zawężanie produkcji takich lekarstw. Za to entuzjastycznie popierali oni rozwój, produkcję, oraz użycie lekarstw które dają ulgę w symptomach chorób, jednak które pozostawiają nieuleczonymi same choroby. Szczególne poparcie owych karteli uzyskały lekarstwa indukujące "ukryte uzależnianie" - czyli takie które raz użyte, zmuszają swoje ludzkie ofiary do brania danych lekarstw aż do końca życia. W najlepszy sposób owa "stawiająca zysk ponad wyleczeniem" polityka karteli farmaceutycznych opisana została w książce pióra Jacky Law o tytule "Big Pharma" (Constable, London 2006, ISBN 1-84529-139-5). Pozwolę sobie tutaj zacytować fragment z tylniej okładki owej książki: "Obok wszystkich tych korzyści które przynoszą, największe kampanie przemysłu farmaceutycznego z Pfizer, Merck, Sanofi-Aventis i GlaxoSmithKline na czele, coraz częściej konfrontują konflikt pomiędzy celami ich bogactwa korporacyjnego, oraz zdrowiem ludności. W szerokiej i niezależnej analizie nowoczesnego lecznictwa Jacky Law opisuje jak kilka korporacji zaczęło manipulować celami badań. Ujawnia ona system w którym nieustanny pościg za zyskiem powoduje zagłuszanie dobra publicznego." (W oryginale angielskojęzycznym: "For all benefits they bring, the pharmaceutical industry's biggest companies headed by Pfizer, Merck, Sanofi-Aventis and GlaxoSmithKline increasingly face a conflict between the goals of corporate wealth and public health. In a broad and independent analysis of modern healthcare Jacky Law shows how a small number of corporations have come to dominate the research agenda. She reveals a system in which the relentless pursuit of profit is crowding out the public good."
       Oczywiście, wkrótce się okazało, że korporacje farmaceutyczne wcale NIE są jedynymi wpływowymi instytucjami w których interesach leży zastąpienie "lekarstw które leczą", przez "lekarstwa które łagodzą symptomy ale nie eliminuja choroby i są źródłem ukrytego uzależnienia". Przykładowo, takie zastąpienie leży też w interesie "drug administrations" z najróżniejszych krajów - czyli instytucji które decydują w danych krajach jakie lekarstwa będą tam dopuszczone do sprzedarzy. Chodzi bowiem o to, że "lekarstwa które faktycznie leczą" eliminuja potrzebę istnienia takich instytucji oraz zapotrzebowanie na "usługi" tychże instytucji, a stąd eliminują też źródło zarobku dla ich doskonale opłacanych zarządów. Wszakże na temat lekarstw które leczą, żadni "fachowcy" nie muszą podejmować decyzji - lekarstwa te przemawiają same za siebie. Natomiast w sprawie "lekarstw które jedynie eliminuja symptomy, jednak nie leczą choroby a powodują ukryte uzależnienie" potrzebne są duże panele ekspertów którzy pomiędzy nimi przebierają i decydują jakie z tych lekarstw mają być dopuszczone na dany ryunek. Stąd decydenci owych instytucji wkrótce też zrozumieli "gdzie leży ich chleb" i też zaczęli promować owe "lekarstwa łagodzące symptomy" zaś dyskryminować i prześladować "lekarstwa które faktycznie leczą".
       Na dodatek do tego okazało się również że upowszechnianie owych "lekarstw jedynie łagodzących symptomy" leży też w interesie rządów i polityków. Wszakże w demokratycznych ideologiach aby utrzymać się przy władzy i być ponownie wybranym, rządy i politycy muszą być w stanie wykazać ludności jak bardzo staraja się o dobro publiczne, ile wydają na służbę zdrowia, jak ogromne problemy muszą pokonywać, itp. Muszą też być w stanie planować na przyszłość, przewidywać wydatki, itp. Tylko zaś "lekarstwa które wcale nie leczą" umożliwiają im osiągnięcie tego wszystkiego. Wszakże "lekarstwa które faktycznie leczą" są trudne do zaplanowania, uniemożliwiają "wykazywanie się" i są potrzebne tylko losowo zależnie od tego ilu ludzi właśnie zachoruje na daną chorobę. Jako zaś takie całkowicie dezorganizują one działania rządów i plany polityków, demaskując ich niekompetencję.
       W taki oto sposób nasza cywilizacja doszła więc do dzisiejszej sytuacji, kiedy to podstawowym wymogiem nowoczesnych medykamentów jest aby tylko łagodziły one symptomy chorób powodujących ludzkie cierpienie, jednak w żadnym przypadku NIE wyleczały owych chorób - czyniąc w ten sposób ludzi dożywotnimi niewolnikami karteli farmaceutycznych. Jeśli więc obecnie rozglądniemy się dookoła, odnotujemy rzesze ludzi których życie zawsze w dokładnie taki sam sposób jest uzależnione od dożywotnio pobieranych lekarstw, niezależnie od tego jaka choroba ich gnębi. Dzisiaj aż żal ściska serce kiedy się widzi że ofiary najróżniejszych niemal nieistotnych chorób, w rodzaju nadciśnienia, alergii, przykrości żołądka, itp., aby załagodzić swoje cierpienia są zmuszeni do dożywotniego wydawania swoich ostatnich groszy w tak samo bezwzględny sposób jak ludzie zapadli na najcięższe choroby w rodzaju aids, cukrzycy, czy raka. Wszakże przy celach karteli farmaceutycznych nastawionych na nasilanie zysków, nikt już oficjalnie nie prowadzi poszukiwań "lekarstw na wszystko" ani nawet poszukiwań "lekarstw które naprawdę leczą".
       Na szczęście, ciągle istnieją tzw. "alternatywne medycyny" oraz tzw. "ludowe medykamenty". Te zaś nadal leczą. Wcale też nie zarzuciły one swoich odwiecznych marzeń o znalezieniu "lekarstwa na wszystko". Na dodatek do tego, prace badawcze nad tzw. wehikułami czasu ujawniły perpektywy leczenia urządzeniami technicznymi zamiast leczenia medykamentami. Mianowicie, okazuje się że wyniki w walce ze śmiercią i z chorobami, które są znacznie efektywniejsze i moralniejsze od postępów nauk medycznych i farmaceutycznych, przyniesie ludzkości zbudowanie urządzenia technicznego jakie będzie w stanie cofać ludzi do tyłu w czasie. (Urządzenie to opisuję w punkcie #G4 poniżej.)


#G2.1. Kampania "likwidowania konkurencji" prowadzona w imieniu koncernów farmaceutycznych, która uniemożliwia naszej cywilizacji znalezienie i upowszechnienie lekarstw jakie naprawdę leczą:

       Lekarstwa mają to do siebie, że czasami są one wynajdowane przez indywidualnych ludzi, albo przez małe przedsiębiorstwa. To zaś wprowadza poważne zagrożenie dla dużych koncernów farmaceutycznych. Wszakże grozi ono że taki pojedyńczy wynalazca, czy małe przedsiębiorstwo, przypadkowo odkryją lekarstwo, które rzeczywiście będzie leczyło jakąś poważną chorobę - a tym samym które zmniejszy zyski owych koncernów. Dlatego koncerny farmaceutyczne oraz instytucje rządowe działające w ich imieniu sekretnie wypowiedziały dobrze ukrytą, jednak bezwzględną wojnę wszystkim indywidualnym badaczom i małym przedsiębiorstwom usiłującym wynaleźć lub upowszechnić jakiekolwiek nowe lekarstwo które leczy - jednak które nie pochodzi ze znanego koncernu. Ludzi takich (i przedsiębiorstwa) bezwzględnie się tępi, wodzi po sądach, surowo karze, itp. Wielu z nas zapewne też czytało w literaturze o istnieniu takiej sekretnej wojny w dawnych "barbarzyńskich" czasach. Przykładowo, to jej druzgocząca siła została kiedyś skierowana na staruszka i genialnego wynalazcę szeroko obecnie znanego na całym świecie pod nazwiskiem Nikola Tesla (1856-1943). (Odnotuj że jego nazwisko pisane w serbskiej cyrylicy faktycznie brzmiało Никола Тесла.) Niewielu ludzi jest jednak świadomym, że owa sekretna wojna pod różnymi pozorami jest prowadzona również i dzisiaj. Przykładowo, w artykule "Couple fined for cure claims" (tj. "Para ukarana grzywną za twierdzenie leczenia") ze strony A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z piątku (Friday), January 16, 2009, opisany jest przypadek werdyktu sądowego wydanego parze mieszkańców Tauranga upowszechniającej lekarstwo homeopatyczne. Para ta została ukarana sumą 23400 dolarów ponieważ twierdziła że ich lekarstwo leczy, jednak w sądzie nie była w stanie przedstawić przekonywujących ów sąd dowodów na swoje twierdzenia. Aczkolwiek krótki artykuł opisujący ów przypadek zapewne musiał pomijać wiele istotnych szczegółów, z jego treści wynikało że dobrą analogią i ilustracją ukarania tamtej pary byłaby sytuacja kiedy oskarżeni twierdzili że NIE zabili niejakiego Kowalskiego, jednak sąd ciągle ich skazał ponieważ owi oskarżeni NIE byli w stanie udowodnić że faktycznie to ów Kowalski ciągle żyje i biega sobie radośnie po ziemi. Inymi słowy, z owego artykułu wynikało że tamta para została skazana w myśl filozoficznej zasady "winny aż udowodni swoją niewinność". Obecnie jednak jest wiadomo, że zasada ta była wprawdzie stosowana w czasach Inkwizycji i Rewolucji Francuskiej, jednak NIE powinna być już w użyciu w dzisiejszych czasach. Wszakże dzisiejsze sądy mają już technologię i możliwości aby swoje werdykty opierać na sprawiedliwszej zasadzie, mianowicie że "niewinny aż udowodni mu się winę". Taką też sprawiedliwszą zasadę sądy stosują w niemal wszystkich sprawach kryminalnych i w morderstawach - jednak, jak powyższy artykuł to ujawnia, najwyraźniej NIE w odniesieniu do wynalazców i twórców np. lekarstw. Co ciekawsze, na przekór że werdykt w sprawie wynalazczości nowych lekarstw powinien bazować na naukowych ocenach i metodach i stąd różnić się od sądzenia np. morderców czy rabusiów, w omawianym tu przypadku wcale NIE uwzględniono tej odmieności. Przykładowo, z treści powyższego artykułu wcale nie wynika że spiesząc z wydaniem werdyktu skazującego sąd uprzednio wskazał oskarżonym przepisy, dokumenty prawne, oraz wytyczne, które wyraźnie i jednoznacznie by definiowały co faktycznie dla owego sądu stanowiłoby "konklusywny dowód że dane lekarstwo leczy" - który to dowód wystarczałby dla przekonania owego sądu. Z artykułu wcale też nie wynika że oskarżeni otrzymali od sądu szansę oraz czas aby przygotować taki "konklusywny dowód" zdefiniowany przez ów sąd i dopiero potem być osądzonymi - chociaż jest oczywistym że uzyskanie dowodu wymagałoby uprzedniego zdefiniowania przez sąd jaką formę dowód ten ma przyjąć, a dopiero potem mógł on być przygotowany przez oskarżonych. Z artykułu też NIE wynika iż sąd uwzględnił w swoim werdykcie sprawę nieistnienia jednoznacznych wytycznych jak dokładnie owi twórcy nowych lekarstw powinni informować społeczeństwo o zdolnościach leczniczych swoich nowych leków - tak aby ich informacja z jednej strony informowała rzetelnie o tym co twórcy owi ustalili, a jednocześnie nie była przedmiotem czyichś ataków legalnych. W końcu w swoim werdykcie sąd ów najwyraźniej nie zaadresował sprawy kosztów uzyskania owego "konklusywnego dowodu" który byłby wystarczający aby sąd ów przekonać że lekarstwo faktycznie leczy. Tymczasem nie jest wiadomym aby istniał jakiś fundusz na dofinansowywanie wysiłków indywidualnych wynalazców lekarstw czy małych instytucji farmaceutycznych, tak aby te mogły uzyskiwać ogromnie kosztowne "konklusywne dowody że dane lekarstwo leczy", które byłyby przekonywujące w oczach dzisiejszych sądów.
       Opisane powyżej prześladowania wynalazców nowych lekarstw są tylko jednym małym przykładem owych licznych blokad ponakładanych przez koncerny farmaceutyczne na rozwój "medykamentów które faktycznie by leczyły". Z faktu istnienia całego szeregu takich blokad wyłania się bardzo pesymistyczna perspektywa na przyszłość ludzkości. Wszakże obecna ideologia kapitalizmu pozwala aby jedne grupy ludzi legalnie czerpały zyski z krzywdy i cierpienia innych grup ludzi. Jeśli więc ludzkość nie zamieni kapitalizmu na jakąś ideologię która faktycznie zacznie dbać o dobro i szczęście normalnych ludzi (np. na totalizm), wówczas jestem gotów się założyć że ludzkość nigdy NIE uzyska powszechnie dostępnych lekarstw które będą faktycznie leczyły ciężkie choroby - takie jak rak, aids, cukrzyca, itp. Jedyne co moim zdaniem koncerny farmaceutyczne pozwolą upowszechnić, będą rodzaje medykamentów które będą tylko łagodziły następstwa tych chorób, pozwalając chorym przedłużać swoje życie w zamian za dożywotnie kupowanie owych medykamentów. Innymi słowy, w przyszłości zwykli ludzie coraz częściej będą konfrontowali dobrze ukryty szantaż stwierdzający "pieniądze albo życie" (a ściślej "jeśli kogoś nie stać, wówczas musi umierać").


#G3. Ludowe "lekarstwa na wszystko", w rodzaju koreańskich "poczwarek jedwabnika":

       Największy postęp w znalezieniu "lekarstwa na wszystko" uzyskało ludowe lecznictwo z krajów "dalekiego wschodu", znaczy Korei, Japonii i Chin. To w owych krajach ludowa medycyna zna medykamenty które nie tylko naprawdę leczą, ale również kiedy to samo "lekarstwo" (czy pożywienie) eliminuje cały szereg chorób. Jeden z przykładów takiego "lekarstwa na niemal wszystko", mianowicie niezwykły korzeń zwany "żeń szeń", wskazywałem już powyżej w punkcie #F2 tej strony. Do innych podobnych ludowych lekarstw należą zupa zwana "miso" z Japonii - która podobno ma nawet leczyć chorobę popromienną, czy rodzaj sfermentowanej kapusty zwanej "kim-chi" z Korei - która utrzymuje przy szczupłości i przy zdrowiu większość z około 50-milionowej populacji Korei Południowej (owo "kim-chi" omawiam w punkcie #B1 strony korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej, postępowej Korei). Jednak prawdopodobnie najbardziej bliskie faktycznego "lekarstwa na wszystko" są "poczwarki jedwabnika" używane jako rodzaj ludowego lekarstwa w Korei Południowej. Nadal nieznane naszej nauce chemikalia i substancje zawarte w poczwarkach jedwabnikowych mają działanie bardzo podobnie do owych "embrionalnych komórek macierzystych" - które tak inytensywnie bada dzisiejsza medycyna ludzka. (Znaczy, owe substance i chamikalia podobno mają zdolność do odbudowania komórek i tkanek zniszczonych przez chorobę - podobnie jak czynią one kiedy transformują gąsiennicę w motyla.) Tyle tylko że poczwarki jedwabnika są już obecnie wypróbowane w działaniu, że narazie można je nabywać bez większych trudności, oraz że zażywa się je poprzez zwykłe zjadanie. Więcej informacji na temat działania "poczwarek jedwabnikowych" jako rodzaju "lekarstwa na wszystko" zaprezentowanych zostało w punkcie #B3 strony korea_pl.htm - o tajemniczej, fascynującej, moralnej, postępowej Korei.


#G4. "Wehikuły czasu" które pokonają śmierć i uleczą każdą chorobę, czyli które okażą się prawdziwym "lekarstwem na wszystko":

       Nawykliśmy aby uważać, że droga do zdrowia, do pokonania śmierci, oraz do wieczystego życia wiedzie poprzez postępy medycyny. Jednak najnowsze badania zrealizowane zgodnie z zasadami najmoralniejszej filozofii świata zwanej totalizmem ujawniły, że postępy w medycynie NIE są jedyną drogą do zdrowia i do pokonania śmierci. Istnieje bowiem nawet znacznie moralniejsza i szybsza od medycznej droga do zdrowia i do wieczystego życia. Wiedzie ona poprzez postępy w technice, a ściślej poprzez budowę tzw. wehikułów czasu. Owe wehikuły czasu są bowiem w stanie cofać ludzi do tyłu w czasie. Dlatego m.in. wehikuły czasu są także w stanie leczyć choroby nawet znacznie efektywniej od dzisiejszych lekarstw. Ponadto pozwalają one na pokonanie śmierci i na życie bez końca. Wszakże przykładowo jeśli ktoś źle się ubierze w chłodny dzień i np. złapie z tego powodu powiedzmy katar, wtedy mając wehikuł czasu może on cofnąc swój czas do tyłu, zaś w nowym przebiegu czasu już ubrać się właściwiej i uniknąć złapania kataru. Uniknięcie zaś złapania dowolnej choroby jest znacznie korzystniejsze i przyjemniejsze od jej leczenia. Na podobnej zasadzie daje się "wyleczyć" wehikułami czasu praktycznie każdą inną chorobę. Każda bowiem choroba ma swoje przyczyny. Przykładowo, niemal każda choroba układu pokarmowego wynika ze zjedzenia czegoś niewłaściwego (rozważ biegunkę czy bóle żołądka). Mając więc wehikuł czasu można ją łatwo wyeliminować poprzez cofnięcie się w czasie do tyłu oraz w nowym upływie czasu uniknięcie zjedzenia tego co spowodowało naszą chorobę. Z kolei np. rak płuc może być spowodowany wdychaniem pyłu azbestowego - stąd też można go odwrócić jeśli cofnie się czas do tyłu i uniknie wdychania tego pyłu. Praktycznie każdą tez chorobę daje się wyeliminować jeśli możemy cofać swój czas do tyłu. W podobny sposób, mając wehikuły czasu, możemy uniknąć śmierci. Wszakże kiedy śmierć się przybliża, możemy wówczas cofnąć się w czasie do lat młodości i zacząć nasze życie od samego początka. Reasumując powyższe, zbudowanie wehikułów czasu wyeliminuje choroby i śmierć oraz okaże się być owym "lekarstwem na wszystko" o jakim ludzkość marzy już od tysiącleci.
       Jak czytelnik doczyta się tego na moich stronach internetowych o teorii wszystkiego zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji oraz o sposobach osiągania już obecnie dostępu do nieśmiertelności i do życia bez końca, ja właśnie jestem tym naukowcem który (1) odkrył jak czas działa, który (2) wskazał prosty dowód wizualny jaki jest łatwo sprawdzalny przez każdego oraz jaki potwierdza poprawność moich odkryć na temat działania czasu, który (3) opracował zasady na jakich daje się cofać czas do tyłu, oraz który (4) wynalazł konstrukcję wehikułów czasu. Osądzając po moich dotychczasowych osiągnięciach, jest pewnym że ja również bym zbudował moje wehikuły czasu - gdybym otrzymał pomoc jakiej potrzebowałem. (Wszakże tak zaawansowane maszyny jak "wehikuły czasu" NIE mogą być zbudowane pod moim stołem kuchennym, a wymagają dostępu do odpowiednich laboratoriów badawczych oraz do prototypowni - którego to dostępu dotychczas byłem pozbawiany.)
       Niestety, aby posiąść "wehikuły czasu" ludzie najpierw muszą zacząć wierzyć że wehikuły te faktycznie daje się zbudować. Tymczasem obecnie niemal nikt z ludzi NIE wierzy w ich możliwość. Z kolei bez wiary w wehikuły czasu niemal nikt mi NIE pomaga w ich zbudowaniu. Wszystko zaś to na przekór że prawda jest całkowicie odwrotna. W rzeczywistości bowiem do dzisiaj ja sam byłbym w stanie zbudować wehikuły czasu - co dokładniej uzasadniam w punkcie #A1 oraz #K1 do #K4 strony immortality_pl.htm - o tym jak nieśmiertelność i życie bez końca są już dziś osiągalne. Oczywiście, zbudowałbym je do dzisiaj gdybym otrzymał wymaganą pomoc już od 1985 roku - czyli od roku w którym odkryłem jak czas działa, oraz w ktorym zrozumiałem że droga do cofania czasu do tyłu wiedzie poprzez zbudowanie urządzenia zwanego komorą oscylacyjną trzeciej generacji. (Wygląd ogólny takich "komór oscylacyjnych" jest pokazany na wideo pod adresami www.youtube.com/watch?v=svbVqGFnkQQ, www.youtube.com/watch?v=KrjhRNTbpuE, lub http://video.google.it/videoplay?docid=-6524822319379322289&hl=it. Z kolei jak owa "komora oscylacyjna" cofa czas do tyłu - wyjaśniłem to m.in. w punkcie #I1 totaliztycznej strony evolution_pl.htm - o ewolucji.) Gdyby już w owym 1985 roku pozwolono mi podjąć budowę wehikułów czasu, zaraz po tym jak wypracowałem możliwość i drogę do ich zbudowania, wówczas do dzisiaj, czyli po upływie około ćwierć wieku, wehikuły te z całą pewnością by już działały. Niestety, wielu ludzi wprost "przegina się do tyłu" aby mi przeszkodzić w podjęciu tej budowy. Co ciekawsze, ludzie ci uniemożliwiają mi podjęcie budowy wehikułów czasu na przekór że wskazałem wszystkim łatwo sprawdzalny wizualnie przez każdego, empiryczny dowód na fakt, że czas rzeczywiście jest zjawiskiem softwarowym i że faktycznie czas upływa małymi skokami - dokładnie tak jak działanie czasu wyjaśnia teoria wszystkiego zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji. Ów empiryczny dowód wizualny na skokowy upływ softwarowego czasu opisałem dokładnie w punkcie #D1 totaliztycznej strony immortality_pl.htm - o tym jak nieśmiertelność i życie bez końca są już dziś osiągalne, a także w punkcie #D2 strony god_proof_pl.htm - z przeglądem naukowych dowodów na istnienie Boga. Niestety, jak narazie niemal nikt NIE zważa na istnienie tego dowodu, ani na perspektywy jakie otwiera on dla ludzi.
       W taki oto sposób, mój produktywny czas na Ziemi zwolna dobiega końca zaś ludzie tracą szansę na uzyskanie nieśmiertelności, życia bez końca, oraz "lekarstwa na wszystko" przyjmującego postać "wehikułów czasu".


#G5. Jeśli więc czytelniku masz już dosyć lekarstw które "uzależniają" zamiast "wyleczyć", wówczas zacznij popierać budowę "wehikułów czasu":

       W coraz intensywniejszej "pogoni za zyskiem" nasza cywilizacja stopniowo traci z widoku "dobro ludzi". Jednym z objawów tego tracenia jest m.in., że przykładowo zamiast opracowywać lekarstwa które "leczą" choroby, dzisiejsze koncerny farmaceutyczne promują lekarstwa które "uzależniają" od siebie i zadowalają się łagodzeniem symptomów. Jeśli więc ktoś raz zacznie używać owych lekarstw, jest przez nie zniewalany już do końca życia. Wielu ludzi o tym NIE wie. Wszakże takich informacji oficjalnie się nie ujawnia. Cierpią więc w milczeniu ponieważ NIE mają pojęcia że istnieje lepsze rozwiązanie. Czas więc aby owi ludzie się ocknęli i zaczęli naprawianie tej wypaczonej sytuacji. Wprawdzie w dzisiejszych systemach ideologicznych ludzkości nastawionych na maksymilizację zysków, nawyków owych koncernów farmaceutycznych NIE daje się już zmienić. Jednak istnieje inny sposób naprawienia sytuacji poprzez odebranie im mocy nad ludźmi na drodze zbudowania "wehikułów czasu". Niniejszym więc mam propozycję do czytelnika. Zamiast "siedzieć na rękach" i pasywnie akceptować zło jakie się wokoło dzieje, czyż nie lepiej byłoby totaliztycznie zacząć mi aktywnie dopomagać w moich wysiłkach podjęcia budowy "wehikułów czasu". Wszakże udzielenie mi takiej pomocy wcale NIE wymaga ani funduszy ani znacznego wysiłku. Wszystko co mi potrzebne to dostęp do laboratoriów i do prototypowni które już istnieją na licznych uczelniach, finansowane tam przez podatników. Z kolei aby otworzyć dla mnie ów (dotychczas dla mnie zamknięty) dostęp, na obecnym etapie wystarczy ograniczać swą pomoc do promowania samej idei wehikułów czasu. (Jak najprościej udzielić mi owej pomocy - wyjaśniłem to w punktach #K1 do #K4 strony immortality_pl.htm - o tym jak nieśmiertelność i życie bez końca są już dziś osiągalne.)


Część #H: Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:

      


#H1. Podsumowanie tej strony:

       Aż w kilku odmiennych krajach świata spotykałem się z twierdzeniem, że faktycznie nasze choroby leczy Bóg a NIE lekarstwa czy lekarze. My jedynie musimy podjąć jakieś działania lecznicze które są wystarczająco zdeterminowane aby przekonać Boga, że nam naprawdę zależy na odzyskaniu zdrowia, oraz które zawierają w sobie wystarczający ładunek wiedzy aby przekonać Boga że zasłużyliśmy sobie na odzyskanie zdrowia. Jeśli zaś się przeglądnie wykaz niezwykłych metod uzdrawiania i leczenia opisywanych na tej stronie, wówczas wygląda na to że powyższe twierdzenie faktycznie pokrywa się z prawdą.


#H2. Inne pokrewne strony które również dotyczą tematyki zdrowia i zdrowego życia:

       Tych z czytelników, których zainteresowały zaprezentowane tutaj informacje na temat tradycyjnych metod ludowego leczenia, chciałbym poinformować, że istnieje także kilka innych totaliztycznych stron internetowych o bardzo podobnje tematyce. Wszystkie owe strony można wywoływać i uruchamiać za pośrednictwem "Menu 2" oraz "Menu 4". Z pośród nich, prawdopodobnie najbliższa tematycznie do niniejszej strony, jest strona o "tropikalnych owocach". Zawiera ona m.in. opisy leczniczych własności wielu owoców ze strefy Pacyfiku, a także wyjaśnia jaki rodzaj energii ("yang" czy "yin") jest w danych owocach domunującym. Kolejna strona o podobnej tematyce, to strona o wsi "Wszewilki". Opisuje ona niektóre sprawy związane ze zdrowotnym wpływem miejsca w jakim się zamieszkuje (tzw. "feng schui"), a także znane mi przypadki cudownego uzdrawiania. Tematyka cudownego uzdrawiania omawiana jest także na stronie o pokrzyżackim zamku w "Malborku". Z kolei strona "plaga" wyjaśnia m.in. jak przygotować się na nadejście zarazy właśnie sprowadzonej na Ziemię przez UFOnautów. Następna strona poświęcona jest opisowi szokującej zbrodni UFOnautów, czyli tsunami i trzęsienia ziemi technicznie zaindukowanych przez UFOnautów w dniu 26 grudnia 2004 roku. Stronę tą też można wywoływać za pośrednictwem "Menu 2" i "Menu 4", gdzie występuje pod nazwą "26ty dzień". Dwie kolejne strony o nazwach "WTC" i "Columbia" ujawniają, że UFOnauci skrycie odparowali również budynki WTC w Nowym Jorku, oraz strącili na Ziemię amerykański prom kosmiczny Columbia. Jeszcze inna strona o nazwie "tornado" opisuje jak UFOnauci niszczą ludzkość poprzez techniczne indukowanie morderczych tornad, huraganów i tajfunów. Kolejna strona o "UFO-chmurach" opisuje relatywnie częsty sposób ukrywania się wehikułów UFO przed wzrokiem ludzi. Ponadto czytelników może też zainteresować strona poświęcona interpretacjom zdjęć UFO, a także zdjęć tych "kosmitów". Jeszcze inna strona o chińskim "sejsmografie" działającym na zasadzie energii "chi" (również dostępna poprzez Menu 2" i Menu 4") wyjaśnia że od niemal 2000 lat znane jest ludziom urządzenie techniczne, które ostrzega o zbliżającym się trzęsieniu ziemi na długo zanim owo trzęsienie ziemi zdoła do nas dotrzeć. Jednak UFOnauci blokują zbudowanie tego urządzenia. Wszakże nie byliby wówczas w stanie nas już tak łatwo niszczyć i mordować. W końcu strona o nazwie "zło" wyjaśnia ilustracyjnie dlaczego UFOnauci szkodzą ludziom na wszelkie możiwe sposoby, włączając w to także celowe zarażanie ludzi śmiertelnymi chorobami.


#H3. Proponuję okresowo powracać na niniejszą stronę po opisy dalszych metod folklorystycznego leczenia:

       W celu poznawania dalszych metod leczenia i uzdrawiania używanych przez różne narody warto okresowo powracać do niniejszej strony. Z definicji strona ta będzie bowiem podlegała dalszemu udoskonalaniu i poszerzeniom, w miarę jak ja będę poznawał następne metody leczenia stosowane przez foklor ludowych krajów które będę odwiedzał.
       Warto także okresowo sprawdzać blog totalizmu o adresie totalizm.blox.pl/html (z jego lustrzanymi kopiami dostępnymi pod adresami totalizm.wordpress.com oraz totalizm.myblog.net). Na blogu tym bowiem wiele zdarzeń omawianych na tej stronie naświetlane jest dodatkowymi informacjami spisywanymi w miarę jak zdarzenia te się rozwijają przed naszymi oczami.


#H4. Nawet najwięksi sceptycy prawdopodobnie odnotowali już owe sabotażujące plansze błędowe które nachalnie pokazują się na każdej stronie internetowej totalizmu - włączając w to i niniejszą stronę:

       Te plansze nachalnie wmawiające istnienie rzekomych błędów, prześladują każdą stronę internetową totalizmu i zniechęcają oglądających ją ludzi. Są one kolejnym z niezliczonych sabotaży jakim UFOnauci skrycie okupujący Ziemię poddają wszystko co dotyczy totalizmu. (Kiedy plansze te się pokażą, najlepiej jest kliknąć w nich na "X" lub na "No".) Nawet dla największych sceptyków owe nachalne plansze nieistniejących błędów powinny być wizualnym dowodem że jakaś złośliwa i dobrze ukryta moc faktycznie sabotażuje i niszczy strony totalizmu oraz wszystko inne co z totalizmem się wiąże. Wszakże jeśli ktoś skopiuje owe strony do swojego własnego komputera, błędy te nagle znikają. Strony totalizmu wogólne nie używają przecież skryptu, zaś ten rodzaj plansz błędowych może się pojawić tylko przy obecności źle napisanych skryptów. (Strony totalizmu są programowane w języku HTML - całkowicie bez użycia skryptów.) UFOnauci sprytnie wstawiają cichcem owe plansze do oprogramowania systemowego wszystkich serwerów które goszczą strony totalizmu. Te szczególne plansze błędów pojawiają się też wyłącznie na stronach totalizmu. Wszakże ich jedynym celem jest skryte sabotażowanie owych stron bez pozostawiania śladu kto dokonuje owych sabotaży. Na przekór jednak owego nachalnego sabotażowania i jego dowodów rzucających się w oczy na każdym kroku, nadal tylu naiwnych ludzi nie chce uwierzyć, że Ziemia jest jednak skrycie okupowana przez szatańskich UFOnautów jakich działania i intencje totalizm stara się zdemaskować.


#H5. Dane kontaktowe autora tej strony:

       Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj. dra inż. Jana Pająka (a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka), pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane tu pytania, podane są na stronie internetowej o mnie (dr inż. Jan Pająk - autobiografia). Tam również dostępne są adres pocztowy i numery telefonu autora.
       Proszę też odnotować, że z powodu mojego chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora w tematyce którą ja badam. Dlatego jeśli ktoś wysyła mi jakąs prośbę, proponuję aby w P.S. do swego emaila udokumentował że faktycznie zadał sobie trud przeczytania moich stron internetowych. Efekt takiego udokumentowania można uzyskać poprzez zdanie "egzaminu" ze znajomości niektórych moich stron, znaczy albo przez odpowiedzenie na pytania przywiązane do konkretnych rodzajów próśb (np. zadane w punktach #B2 i #B3 strony o Korei), albo też poprzez odpowiedzenie chociaż na jedno z następujących generalnych pytań (proszę sobie wybrać pytanie zależnie od własnych zainteresowań). (1) Jak teoria zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji nazywa owe trzy składowe Boga które przez chrześcijaństwo nazywane są "Bogiem Ojcem" albo "Przedwiecznym", "Duchem Świętym" i "Synem Bożym", oraz która z owych składowych Boga zgodnie z tą teorią istnieje od nieskończenie dawnych czasów? (2) Czym, zgodnie z opisami na stronach o wehikułach czasu, filozofii pasożytnictwa, oraz o Bogu różni się tzw. "wieczyste potępienie" od tzw. "wiecznej szczęśliwości"? (3) W jakim celu, zgodnie z opisami na stronie totalizm kosmicznych krewniaków ludzi w Biblii nazywanych "serpentami", "smokami", "diabłami", itd., zaś dziś zwanych "UFOnautami", Bóg konsystentnie klasyfikuje do kategorii zwierząt a nie ludzi?
* * *
If you prefer to read in English
click on the flag

(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)



Data założenia tej strony internetowej: 15 listopada 2005 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 21 maja 2009 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)